Rok.
Półtora...
Czy więcej?
Nie pamiętam, a raczej wmawiam sobie to, że nie chcę pamiętać. Przecież niepamięć, ba niewiedza jest lepsza niż realia. Błagam niech ktoś powie, że tak jest. Myślałam, że zapomniała. Myślałam...
Szkoda, że moje myśli to w większości tylko, to co mówię. Mówię więcej niż myślę.
Czy to teraz ma znaczenie?Czy zmieni to co obecnie widziałam? Przeniesie mnie z miejsca na miejsce, jak w magicznych książkach? A może włączę restart całego życia jak w grze?
Znam odpowiedź, jednak boje się jej. Boje się wszystkiego co teraz jest przede mną. Nawet nie wiem, kiedy zacisnęłam pięści tak mocno, że dopiero poczułam ich ból. Chciałam walczyć? Powinnam. Tyle czasu walczyłam o spokój, przynajmniej próbowałam. Ułożyłam sobie każdy kamyk na kamyszku z tego całego mojego chaotycznego świata.
Jakim prawem on potrafił zniszczyć go tak szybko.
Niebieskie oczy.
Wzięłam głęboki oddech starając się być silniejsza niż naprawdę jestem. Nie mogłam mu tego pokazać. Moja zasrana duma mi na to nie pozwalała. To był jego wybór. Podświadomość jednak szeptała mi do ucha, że przecież miałam w tym udział. Jednak jaki miałam wybór? Kłamca pozostanie kłamcą. Miałam wybierać to czy chcę aby był częścią mego życia, a jego prawdą? Jestem pieprzoną istotą wyznającą prawdę po śmierć. I po co mi to było? Mogłam być na tyle głupia aby tego nie zauważyć, aby nie widzieć że kłamie. Albo na tyle mądra aby udawać, że tego nie widzę. Jednak po co?! Tylko dlatego aby mieć skrawek jego "JA" przy sobie? Ten skrawek, który od niego wyrywałam? O który błagałam?
Nie...
Nadłożyłam wszelkie me łzy nad szacunek samej do siebie. Wszelkie próby których żałuję. Modlitwy... w coś nieokreślonego. Po to aby teraz on był.
Zrobił krok ku mnie bez słowa. Nie wiedziałam skąd wiedział gdzie mnie szukać. A może po prostu teraz on mnie wytropił? Tak samo jak ja wytropiłam jego kłamstwa?
- Jestem...- odezwał się w końcu.
Pierwszy raz jego słowa, jego głos, był skierowany do mnie. Odruchowo zamknęłam oczy jakbym chciała się od tego uchronić. Od razu je otwarłam. Nie wiem kto wykreował we mnie kunszt do myślenia, że odwaga to otwarte oczy. Nie ważne.
- My się chyba nie znamy.- Udałam idiotkę. Taką samą jaką starał się ze mnie zrobić przez te długie tygodnie. Westchnął składając dłonie jak do modlitwy.
- Próbowałam... to nie działa.- skwitowałam jego wyczyny po czym chciałam go ominąć.
Zrobił krok w bok skutecznie zagradzając mi drogę. Dzieliły nas centymetry jednak ja się nie cofnęłam. Wiem, że będę tego żałowała, już ponosiłam tego konsekwencje.
Uniosłam podbródek wysoko by spojrzeć w jego twarz. Po raz pierwszy skupiał się na mnie, a raczej to widziałam. Skutecznie się wtedy z tym krył. A teraz? Chciałam wierzyć, że to jeden z tych scenariuszy z mojej głowy gdy myślałam, że będzie mieć to miejsce. Kiedy on o mnie zawalczy... Idiotka.
- Amy...- szepnął.
Widziałam, że nie ma pewności w tym wszystkim co teraz ma mieć miejsce. Czyli może wygram? Może moja słabość na chwilę się zmobilizuje?
- Wybacz... wiesz... miałam ciężki dzień, właściwie... Przy tobie muszę myśleć... skupiać się... A ja chcę się zrelaksować. Ty tego mi nie dasz... Wybacz.- było to dziwne, że pamiętałam tak dokładnie słowa jakimi mnie pożegnał.
Dziwne było to, że czytałam je milion razy. Dziwne, że szukałam w nich sensu. Nie było.
Jego usta rozchyliły się jakby chciał coś powiedzieć jednak tylko w ciszy nimi poruszał.
Było we mnie coś po za wszystkim co się działo. Uśmiechnęłam się, choć czułam, że moje nogi się trzęsą zawsze tak samo gdy się denerwowałam. Wzięłam cicho wdech i zrobiłam krok w bok aby przejść obok niego.
Nie zatrzymał mnie.
Moje czarne tenisówki wydawały cichy dźwięk skrzeczenia na białej posadzce. Wsłuchiwałam się w ten dźwięk z bezlitosną troską. Nic po za tym nie było słychać. Każdy kolejny bez dźwięk dodawał mi otuchy na dotarcie do swego azylu.
Bez niego.
- Nadstawie drugi policzek! Prawda nas nie ominie!- dotarł do mnie jego głos z oddali.
Zachęcam do komentowania.