niedziela, 24 kwietnia 2016

17. Girl on fire

W drewnianym pokoju na białym łóżku leżała dobrze mi znana sukienka. Moja sukienka. Co ona do cholery tu robiła? Nie było to nic wyszukanego, o dziwo dostosowanego do pogody. Wszystko co leżało na łóżku łącznie z butami i grubymi rajstopami, należało do mnie. Było to dla mnie niepokojące ale z drugiej strony zwiększyło to mój komfort. Obawiałam się, że da mi czyjeś ubrania lub co gorsza swoje. Ogarnęłam się dzięki MOJEJ kosmetyczce i zeszłam na dół już bez piżamy tylko w normalnym ubraniu.
Na dole w białej koszuli i dżinsach przy kominku siedział Sebastian.
- Jeszcze chwile potrwa zanim rozpalę.- mówił grzebiąc coś przy palenisku.
Dzięki temu mogłam się rozejrzeć po pomieszczeniu. Sufit był pod sam dach, dopiero część gdzie były sypianie została zabudowana. Dom był ogromny zrobiony z bali. Za oknem było widać zamrożone jezioro i las. Było tutaj pięknie. Kiedy tak odwracałam się dookoła swojej osi zauważyłam, że ogień w kominku się pali, a Sebastian patrzy prosto na mnie.
- Ładnie wyglądasz.- powiedział jakby specjalnie czekając aż mój rumieniec jeszcze bardziej zacznie mnie palić w policzki.Wstał kierując się w moją stronę. Objęłam siebie ramionami skulając się pod oporem jego wzroku.
- Piękny dom.-zmieniłam temat.
- Mój...- odpowiedział krótko będąc już niemal przy mnie. Zrobiłam krok w tył, na marne bo wpadłam od razu na drewniany stół. Do cholery wszystko tu musiało być drewniane?
- Jesteś dzisiaj nazbyt władczy.- przymrużyłam oczy widząc, że jego uśmiech się poszerza i odgarnia część swoich dłuższych blond włosów za ucho.
- Powiedzmy... taki dzień.- położył po obu stronach mego ciała, dłonie na blacie od stołu. Byłam usidlona.
- Z jakiej racji zaproponowałeś mi abym poszła się ubrać jeśli widocznie twoim celem jest mnie rozebranie.- wypaliłam będąc pewna że ma tylko jeden zamiar. Jednak on uniósł wysoko brwi i się wyprostował niemal dławiąc się swoją śliną. Zaczął kaszleć, jednak po chwili już oddychał miarowo.
- Znaczy... jeśli chcesz... Ja jestem chętny od dawna ale... Cóż... nie miałem tego w zamiarze... nie dziś...- zaczął się nieco jąkać próbując dobrać słowa.
Moje usta zrobiły się w literkę "O". Powinnam kiedyś sobie uciąć język, moja gadanina przepłynęła w moich żyłach sprawiając że policzki zrobiły mi się bardziej różowe niżeli tego chciałby mróz na dworze.
- Em... ja... w zamiarze... nie...- zaczęłam się jeszcze bardziej jąkać niżeli on poprzednio. Widziałam jedynie uśmiech Sebastiana, który władczo nade mną górował.
- Chyba ktoś zabił się swoją własną bronią.- szepnął mi przy uchu. Jęknęłam czując jak bardzo jestem na przegranej pozycji, ba... jego tors dociskał mój... "tors".
- Cholera!- odepchnęłam go od siebie by móc wyrwać się z tego dziwnego układu.
- Cholera?- powtórzył za mną marszcząc brwi.
- No... cholera..- klasnęłam w dłonie szukając słów. Moja bezsilność przeradzała się w nadmiar wrzących emocji. On jedynie zagarnął swoje włosy za ucho wbijając we mnie oczekujące spojrzenie. Był zbyt opanowany niżeli tego chciałam. Czemu on miał wszystko tak poukładane w głowie, kiedy ja to jedna wielka wybuchowa paczka cukierków z cukrem strzelającym? Gdy tak na niego patrzyłam walczyłam o chociaż jedno sensowne słowo w moich ustach. Na marne.
- Powinnam pisać poradniki jak stać się idiotką w mniej niż 10 sekund.- szepnęłam do siebie jednak Sebastian to usłyszał. Próbował być poważny... jakieś dwie sekundy. Jego brew powędrowała do góry, a sam prychnął z rozbawienia.
- Aaaaahaaa.- wydusił z siebie patrząc na mnie rozbawiony. Zagryzłam wargę zębami i odwróciłam się na pięcie gotowa uciekać z tego przeklętego domu. Zatrzymał mnie w połowie drogi do drzwi.
- Ej ej... spokojnie. Amy...- ujął mój policzek w dłoń szukając ze mną kontaktu wzrokowego. Odsunęłam się niczym poparzona ogniem.
- Amy... uspokój się.
- Ja jestem spokojna! Jestem psia krew szaleńczo spokojna! Jestem oazą spokoju! Pierdolonym kurwa zajebiście wyciszonym kwiatem lotosu na zajebiście spokojnej tafli jebanego jeziora.- moje słowa wylatywały z ust szybciej niżeli chciałam używając więcej wulgaryzmów niż miałam w zamyśle. Sebastian cofnął się o krok robiąc wielkie oczy.
- Wooooow....- jęknął unosząc dłonie w obronnym geście.
- No co?
- Nic... w końcu pokazałaś że potrafisz być też niegrzeczna.- puścił do mnie oczko jakby wygrał jakąś nagrodę.
Kto to wszystko zrozumie i powie mi co miało miejsce? Jakim cudem ktoś mógł być zadowolony po takiej wiązance? On jednak wciąż się uśmiechał patrząc na mnie. O co do licha mu chodziło?
- Choć na spacer...- podał mi mój płaszcz.
Byłam zbyt otępiała abym mogła to wszystko zrozumieć.
Wyszliśmy na spokojnie byle jak najdalej o drewnianego domu gdzie wszystko odwracało się do góry nogami. Szliśmy właściwie w milczeniu. Nie chciałam rozmawiać, nie teraz. Zresztą mu ta cisza nie przeszkadzała. Szedł kilka kroków za mną nie wymuszając nic ode mnie. Za niewielkim laskiem było jezioro z zamarzniętą taflą wodą. Usiadłam na pniu spróchniałego drzewa. Sebastian usiadł obok mnie obejmując mnie ramieniem w tali. Przy okazji oparł brodę na moich barkach. Czułam jego chropowaty policzek przy moim, Przymknęłam oczy czując się o dziwo miło i bezpiecznie. Nasze dłonie same z siebie splotły się dając sobie wzajemnie ciepło.
- Gdybyś nie walczyła tak długo to już dawno byłabyś obok mnie.- szepnął leniwym i ściszonym głosem. Zmarszczyłam brwi słysząc to.
- Więc to moja wina? Może gdybyś nie kłamał...
- Amy..- szepnął mi do ucha aby mnie uspokoić.- Oboje jesteśmy dzicy... tak widocznie miało być... Wzajemnie się...
- Oswajamy?- próbowałam dokończyć za niego zdanie patrząc na kołyszące się drzewa iglaste.
- Nie... raczej chodziło mi o temperowanie. Chociaż nie wiem...- zaśmiał się chrypiącym głosem. Uśmiechnęłam się delikatnie wtulając swoje ciało do jego bardziej. Spojrzał na mnie uważniej.
- Coś się stało?- zauważył małą łezkę w moim kąciku oka.
Jęknęłam z rezygnacją. Chciałam znów zaprzeczać, kłócić się i wybuchać ale... nie powinnam. Nie teraz.
- Dawno nie było mi tak dobrze w ramionach mężczyzny.- powiedziałam cicho zamykając na moment oczy. Powietrze było czyste i zimne niczym lód.- Mogłabym tu zostać na wieki.- dodałam. Poczułam po chwili jak obdarowuje mnie pocałunkiem w skroń. Taki mały pocałunek a poczułam gęsią skórkę w wszelakich miejscach na moim ciele. Nagle jednak on cały zamarł, a jego ciało stało się napięte. Niechętnie otworzyłam oczy spoglądając na niego.
Sebastian marszczył brwi jednak zaraz zerwał się na równe nogi przez co prawie wpadłam w puch śniegu.
- O kurwa! Pali się!- zawołał stłamszonym z strachu głosem.
- Pali? Ale co?- wstałam otrzepując się z śniegu. Dopiero stojąc ramię w ramię dostrzegłam czarny dym za lasem który przebyliśmy. Nogi niemal się pode mną ugięły.
- Kurwa!- wrzasnął. Chwycił mnie za dłoń i ruszył biegiem przez las. Ledwo nadążałam za nim zwłaszcza z chorą stopą. Im byliśmy bliżej posiadłości Sebastiana tym bardziej mogliśmy czuć swąd palonego drzewa. Gdy wpadliśmy na polanę gdzie był jego dom naszym oczom ukazało się jedno wielkie ognisko. Nie było części domu który nie płoną.
- Muszę iść gasić!- ryknął.
- Nie, Sebastian. Nie!.
Złapałam go szybko na rękę widząc jak bardzo to nie ma sensu. Gdzieś z daleka usłyszeliśmy jadące jednostki straży pożarnej. Mogliśmy tylko stać i patrzeć.
Gdy strażacy wyciągali sprzęt już właściwie mogli ugasić tylko resztki drewna. Nic nie zostało. Sebastian cały czas starał się być twardy jednak ręka którą trzymałam była zaciśnięta na mojej dłoni. Nie chciał abym nigdzie odchodziła czy zostawiała go samego, nawet w czasie kiedy strażacy i lokalna policja przyszli do niego spisywać dokumenty.
Wstępna ocena to zaproszenie ognia od kominka.

Zapraszam do komentowania!

1 komentarz:

  1. 1. Powinnam pisać poradniki jak stać się idiotką w mniej niż 10 sekund.
    2. Ja jestem spokojna! Jestem psia krew szaleńczo spokojna! Jestem oazą spokoju! Pierdolonym kurwa zajebiście wyciszonym kwiatem lotosu na zajebiście spokojnej tafli jebanego jeziora.
    Czemu to tak bardzo ja ;-;
    Kocham cię za to, serio ❤

    OdpowiedzUsuń