Pierwszy raz od wielu dni tak naprawdę byłam wyspana, wypoczęta. Nie byłam o dziwo męczona przez dziwne, nielogiczne sny gdzie jestem ważką latającą nad kwiatami czy też tule niedźwiedzia brunatnego. Uff!
Nim otwarłam oczy pozwoliłam sobie jeszcze na pozostaniu w tej dozie niepewności jaka pogoda czy godzina powie mi dzień dobry. Miękka pościel była nadzwyczaj rozgrzana. Uchyliłam powieki. Dopiero wtedy zobaczyłam dłoń na mej tali. Męską dłoń. Sebastian. To on miarowo oddychał obok mnie. Wtedy jego ręka okazała się cięższa od powietrza. Mój mózg szybko przeszukiwał szufladki wspomnień. No tak... wczorajszy ogień, pożar jego domu. A tak przeklinałam, że wszystko jest tam takie drewniane.
Jednak przecież miał spać na kanapie. Mniejsza...
Wyślizgnęłam się z jego objęć w dość niefortunny sposób. Musiałam z całym impetem spaść na ziemie. Przeklęłam cicho pod nosem unosząc głowę nad powierzchnie łóżka. Sebastian jedynie zacisnął dłoń na poduszce, gdzie poprzednio była moja głowa jednak nie obudził się. Wstrzymując oddech wyszłam z pokoju i dopiero wtedy pozwoliłam sobie na głośne "uff"nięcie.
Jedyne co obecnie potrzebowałam to wysłanie sms do Rosalin. Byłam śmiertelnie ciekawa czy ta żmija z lokami na włosach czasem nie brała w tym wszystkim udziału. Owszem nie cierpiała blondyna ale... Nigdy jej nic nie wiadomo. Ona uwielbiała takie niespodzianki. Po wysłaniu sms odłożyłam telefon na blat w kuchni i westchnęłam bezsilnie. Pierwsze co padło mi w oczy to zdjęcie męża...
Tak cholernie potrafiłam się czuć samotnie bez niego. Nigdy, nikt nawet w dzień naszego ślubu nie przemówiłby mi jak jedna osoba zmienia całe życie. Nie potrzebowałam wielu momentów aby się do niego przyzwyczaić. Byliśmy młodzi gdy braliśmy ślub, miłość zjawiła się gdy byliśmy bogami swoich losów, gdy byliśmy w liceum. Dorastaliśmy razem co dodatkowo sprawiał,o że nasze życie plątało się niczym winorośl. Tylko w pewnym momencie jedna z nich uschła. Najgorsze było, że tak nagle. Co powinno się zrobić z miłością którą się w sobie miało? Nie było nikogo kto zasługiwał na przejęcie tych uczuć. Nie mieliśmy dziecka. Nic po nim nie zostało.
Ocierając łzę włączyłam elektryczny czajnik. Odwróciłam się tyłem do zdjęcia jakby to miało pozwolić mi nie myśleć. Ile razy to przerabiałam z marnym skutkiem? Od jego śmierci zawsze przegrywałam z tym co chciałam, a z tym co czułam. Miliony łez straciłam aby sobie to uświadomić.
Wszytko dotąd było jednakowe, nawet mój styl ubierania... szarość, brak optymizmu. Cholera jasna aż nagle musiał się pojawić się Sebastian? Serio?Czy to była ta ściana od której miałam się odbić, a raczej przebić i zacząć żyć normalnie?
Wiedziałam, że nie chodzi tu o zapomnienie o Tomie ale przecież i na mnie przyjdzie czas, kiedyś się zestarzeje i zostanę dopiero wtedy sama. Przecież mam szanse jeszcze mieć swoje życie, swoją rodzinę, a w sercu nadal mieć miejsce na wszystkie chwile które dał mi mój zmarły mąż.
Nie będę wiecznie młoda! Nie wiem jak długo Sebastian będzie o mnie walczył!
Nalałam do kupka wrzącej wody nie wsadzając przez rozmyślenie żadnej herbaty czy też kawy. Wrzątek wypuszczał z siebie ciepłą parę.
Bez miłości każdy jest niczym... A ja?
Bałam się tych słów, tak cholernie trudno przechodziły mi przez myśl.
Kurwa, już gorsze rzeczy w swym życiu przeżyłam!
Kocham go... Kocham Sebastiana!
Powiem mu! W tej właśnie chwili!
Czemu byłam taką ciapą?
Słoń w składzie porcelany to przy mnie baletnica.
Ręką strąciłam prosto na stopę wrzątek i kubek. Kubek się rozbił, a woda oparzyła skórę.
- Ja pierdziele!- krzyknęłam z bólu. Miałam jedną zdrową nogę, i co? Musiałam sobie robić krzywdę? Akurat teraz?
Z pokoju jak na sygnale wyleciał Sebastian ubrany znów jak greckie posągi, więcej odsłonięte niż zasłonięte.
- Co się stało?- próbował oprzytomnieć po głębokim śnie.
- No co no? Jestem glejzą! Oblałam gire! Znowu muszę iść do girologa!- jęczałam z bólu jak zwykle jakieś potoczne słowa. Zagryzłam dolną wargę dotykając czerwonego miejsca na stopie. Kątem oka dostrzegłam jak unosi brew próbując zrozumieć o co mi chodzi. Odgarnął włosy za uszy i podszedł do mnie.
- Choć.- podciągnął mnie do pozycji stojącej, by zbyt łatwo podnieść trzymając pod pachami na blat kuchenny. Sam przede mną uklęknął i wziął stopę w wielkie męskie dłonie.
- Nie oświadczaj mi się.- wypaliłam nagle.
- Co?!-mruknął patrząc na mnie jak na szaleńce. Klepnęłam się w czoło czując, jak policzki pieką mnie jak szalone.
- Amy... co?- powtórzył nadal zdziwiony.
- Emnkd....- wydukałam spod dłoni. Sebastian zacisnął mocniej wargi aby się nie zaśmiać. Wstał i oparł się dłońmi po obu stronach mego ciała.
- Mam ci się oświadczyć?- jego głos był niższy o kilka oktaw niżeli zazwyczaj.
- Nieee....- jęknęłam. Wziął jedną ręką odsunął moje dłonie od twarzy, abym nie mogła uciekać mu przed jego obliczem. Uniósł znów brew patrząc na mnie wyczekująco, jednak te drgające kąciki ust mnie rozpraszały.
- Uhh... kiedy się zdenerwuje rzucał głupimi żartami, albo pytaniami... Kiedyś wywaliłam kumplowi przed egzaminem czy lubi smak swego kutaska, albo innego natarłam swoim smarkiem mówiąc że to "bobek szczęścia".- mówiłam cicho.
Jedynie przez minisekunde próbował mnie zrozumieć i być poważnym. Zaczął się śmiać na całe gardło aż oczy zaszły mu łzami. Odszedł ode mnie na kilka kroków dławiąc się śmiechem.
- O kurwa.... grubo...- wykrztusił.
Mi wcale do śmiechu nie było. Ponownie przechodziłam przez fale wstydu przypominając sobie te wszystkie dziwne sytuacje. Nie byłam psychicznie chora tylko po prostu tak oto odreagowałam silne emocje.
Patrzyłam na niego błagalnym wzrokiem aby przestał.
- No dobrze i tak cię kocham taką jaka jesteś- wywrócił przy tym oczami, jednak zaraz jeszcze bardziej spoważniał zdając sobie sprawę z jaką łatwością powiedział co powiedział. Moje usta mogłyby obecnie zawodowo... łapać muchy! Bez sprosiakowych myśli. Właściwie nie myślałam. On patrzył na mnie oczekując reakcji.
- Emmm..- jęknęłam.
- Cii Amy ja..
- Ty Ci!- uciszyłam go nieco mocniej niżeli chciałam. Wyprostował się jak na strunie jeszcze bardziej zdziwiony. Zaschło mi w ustach jednak chyba czas wziąć swoje przeznaczenie w ręce.
- Ja ciebie Sebastian...- szepnęłam misim głosem.
- Co?
Nie usłyszał...
Cholera...
- Kocham ciebie... Też ciebie kocham... To... no...- nie wiedziałam co zrobić z swoimi dłońmi czy mimiką. O dziwo zapomniałam nawet o poparzonej stopie. Sebastian nagle ruszył w moją stronę niczym torpeda. Ujął mnie sama nawet nie wiem jak, nie wiem co. Po prostu pocałował mnie.
To było...
Wow...
Kolejny rozdział. Dedykuje go i zawdzięczam Ani.
Trzymajcie za mnie kciuki :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz