środa, 13 kwietnia 2016

16. Si jamais j'oublie

Jechałem dość szybko zanim zwrócę na siebie uwagę osób dookoła. Nie byłem już tak pewny swojego planu teraz niżeli rano kiedy wstałem. Co sobie myślałem? Że udawane porwanie ją podnieci? Cholera jasna. Zjechałem w niewielki zajazd w za granicami miasta gdzie były jedynie pola i łąki. Dla pewności zamknąłem drzwi. Ona siedziała sparaliżowana obok mnie, cala napięta a dłonie wbijała w fotel. Sięgnąłem po bluzkę którą nakryłem jej głowę i ściągnąłem. Jej pisk przerwał się w momencie kiedy otwarła oczy. Patrzyła na mnie przez szklaną otoczkę łez. Ok spierdoliłem.
- Emmm... niespodzianka?- już nie byłem pewny tego co zrobiłem.
- Co...?- drżącym głosem odezwała się wpatrując w moją twarz. Ok teraz byłem pewny że przez swoje zachowanie mogłem znów stracić jej zaufanie.
- Albo nie... nie tłumacz mi...- poprosiła w momencie kiedy otwierałem usta by zacząć ją przepraszać. Usiadła na wprost patrząc na swoje owinięte ręcznikiem dłonie aby były unieruchomione. Zagryzłem dolną wargę. Ręce zaczęły mi się trząść.
- Rozwiążesz mnie?- zapytała. Skiwnąłem głową i od razu szybko uwolniłem jej dłonie. Rozmasowała nadgarstki i sięgnęła do drzwi. Blokada nie pozwoliła jej wysiąść.
- Wypuść mnie.- jej głos był surowy.
- Gdzie chcesz wysiadać?- zapytałem w końcu.
- Chce wracać do domu i zapomnieć o twoim zachowaniu.- patrzyła w boczne okno byle tylko nie na mnie. Westchnąłem bezsilnie. Wszystko bym zniósł, atak na mnie, krzyki ale nie taki spokój. U kobiet to znaczyło najgorszy stan z możliwych. Przynajmniej ja tak twierdziłem. Odblokowałem drzwi jednak zaraz wysiadłem z samochodu zanim ona to zrobiła. Obiegłem auto otwierając jej drzwi. Znów nie obdarzyła mnie spojrzeniem.
- Amy...- szedłem za nią jak duch.- To nie tak miało być... Nie chciałaś zgodzić się na randkę więc pomyślałem...
- Że mnie porwiesz i śmiertelnie wystraszysz?- zatrzymała się odwracając w moją stronę.
- Ok... głupi pomysł. Słaby ze mnie romantyk. Chciałem w końcu spędzić z tobą trochę czasu.- przeczesałem dłonią włosy.
- I dlatego porwałeś mnie w dresie i kapciach?- założyła dłonie na piersi mrożąc mnie tymi swoimi niebieskimi oczami. Westchnąłem. Ok zrobiłem głupotę ale z drugiej strony krzywda jej się nie stała. To nie był powód abym podwijał ogon i się kulił. Zrobiłem krok w jej stronę wiedząc że ona zrobi krok w tył.
- Nie padłaś na zawał... zresztą może wreszcie czas wyjść z poczucia bezpieczeństwa? Raz na milion lat jakieś emocje ci się przydadzą a te były kontrolowane.
- Mam ci za to jeszcze dziękować?- przerwała mi robiąc w moją stronę bojowy krok. Uśmiechnąłem się nieco widząc jej nastawienie dzięki czemu była dla mnie na wyciągnięcie ręki. Mogłem być zabity na miejscu po tym co zamierzałem zrobić. Swoje dłonie położyłem na jej biodrach  znów wzdychając jednak w ten teatralny sposób. Spojrzałem na nią z góry.
- Nie... po prostu po ludzku odpuścić i dobrze się bawić.
Pierw zaczęła się szarpać chcąc wyrwać sie z moich objęć jednak po chwili odpuściła. Uniosła oczy do niebu jakby miała zamiar się modlić.
- Jestem w piżamie...- odpowiedziała poddając się mi. Mój uśmiech stał się bardziej cwany. Przewidziałem wszystko.


Powoli powracam.

1 komentarz:

  1. Dobrze, że wracasz, bo brakuje mi ciebie :(
    Niespodzianka mnie po prostu rozwaliła 😂 takie suprise? No? Ok ;-;

    OdpowiedzUsuń