poniedziałek, 29 lutego 2016

15. Afterglow

Na przeciw mnie siedziała Ros z lampką wina w ręce. Jej serdeczny uśmiech wciąż mnie witał. Wysłuchała wszystkiego co ostatnio miało miejsce w moim życiu. Wszystko kręciło się dookoła Sebastiana. To że wyjawiłam mu prawdę na temat mego zmarłego męża, aby go nie stracić, to że on wyznał mi miłość, to że przy nim nawet po wielkim płaczu potrafiłam się uśmiechnąć. Wciąż czułam, że pieką mnie policzki z zdenerwowania. Dawno z nikim nie rozmawiałam o moim życiu emocjonalnym. Psycholog nie liczę, tam musiałam to robić.
- Kurde, a myślałam, że Sebastian to zwykły nieodpowiedzialny pojeb.- skwitowała go.
- Ros!- upomniałam ją, dając lekkiego kopniaka w udo zdrową nogą.
- Sama na pewno tak o nim myślałaś jak się tu pojawił. Szczerze obstawiałam, że się pobawi pobawi i zniknie. A tu takie... Jak w jakimś filmie!- zaśmiała się. Wywróciłam oczami, Ros to niepoprawna romantyczka widząca wszędzie happy endy. - W dodatku wyczuł idealnie czas powrotu, bądź co bądź większą część żałoby masz za sobą. Ogarnęłaś swoje życie tak aby móc normalnie żyć. 
- Właśnie normalnie żyć, a nie pakować się w związek, jakieś uczucia...- westchnęłam bezsilnie. Choć od ostatniego spotkania z Sebastianem minął zaledwie tydzień, to ciągle wymienialiśmy krótkie sms. Łapałam się na tym, że uśmiechałam się do ekraniku telefonu. Jednak czy to powinno mieć miejsce?
- Tylko że jest jeden istotny fakt... On był w twoim życiu już wcześniej, już wtedy coś czułaś ale był Phil. Może gdybyś poznała Sebastiana dopiero teraz byłoby ci trudno, ale on już wtedy był dla ciebie ważny. - mówiła do mnie z troską.
- Ale go nie kochałam... jedynym facetem był mój mąż.- broniłam się przed możliwym spojrzeniem na tą sytuację z innej perspektywy która nie istniała.
- Jednak nawet posiadając męża można być zauroczonym kimś innym. A to jest niezaprzeczalne, że w pewnym momencie byłaś pochłonięta jego osobą. Wiem że zdradzić byś nie zdradziła Phila.- przysunęła się do mnie aby objąć ramieniem.
- Żebym na stare lata jeszcze musiała myśleć o facetach...- zakpiłam. Ros klepnęła mnie dłonią w głowę i obie się zaśmiałyśmy.
- Swoją drogą to Sebastian to niezłe ciacho.- zaczęła śmiać się ruszając do mnie zabawnie brwiami.
- Ano...- jęknęłam przypominając sobie jak na tej właśnie kanapie spał w pierwszy dzień nowego roku. Wyjątkowy widok bez wątpienia. Cholera jasna jakie to w tym momencie było płytkie. Zaraz po tym zaczął dzwonić telefon Ros.
- Matko to opiekunka.- jęknęła patrząc na wyświetlacz.- Muszę odebrać.- skrzywiła się.
Oj bliźniaki potrafiły dać w kość i to mocno, obojętnie pod kogo byli opieką. Zajęłam się więc odpisywaniem na sms od Sebastiana. Były różne od żartów po dotyczące jego nowych obrazów. Znów poruszał temat "randki". Za każdym razem próbowałam od siebie odwlec tą myśl oraz zmieniać temat. Po za tym nie mieliśmy po naście lat aby chodzić na randki, zwłaszcza takie "grzeczne".
- Muszę wracać szybko do domu. Dekle zbiły lustro i poprzecinali się obaj. Muszę ich zawieść do szpitala. Matko kochana!- Ros nie miała już sił na tą małą gromadkę.
- Pomóc ci jakoś? Jechać z tobą?- zaproponowałam, w końcu była dla mnie jak rodzina.
- Nie... znaczy... poleciałabyś na dół łapać taksówkę a ja zbiorę moje zakupy i zadzwonię do Jacoba?-poprosiła. Nie musiała dwa razy mówić. Nawet się nie ubierałam, w dresie wyskoczyłam na dwór choć trochę mi to zajęło. Było zimno i brzydko, a kapcie mogłam już wyrzucić do kosza po powrocie do domu. Na szczęście szybko złapałam taksówkę. Akurat Ros wychodziła biegiem z kamienicy dając mi klucze od mojego mieszkania.
- Leć do domu bo będziesz chora... Dziękuję kochana.- mówiła szybko, a w jej oczach mogłam dostrzec łzy zdenerwowania.
- Daj mi znać co z nimi!- rzuciłam nim zamknęła drzwi od taksówki.
Stałam jeszcze chwilę patrząc jak odjeżdża. Miały te dzieciaki talent do wpadania w kłopoty. Poczułam się nagle dziwnie, jak w tych momentach kiedy ktoś nas obserwuje. Spojrzałam przez jedno ramię, nic. Musiało mi się zdawać. Już chciałam wracać do kamienicy kiedy nagle nic nie widziałam.
Zostałam złapana w żelazne ramiona kogoś silniejszego ode mnie, a na głowie miałam worek. Nic nie widziałam, nawet ostre szarpanie nic mi nie dawało. Krzyk! Krzyczałam ile wlezie jednak szybko znalazłam się w jakimś samochodzie, a on niedługo po tym ruszył.
- Kurwa! Zostaw mnie! Puść! POMOCY!- zaczęłam wołać wyrywając się jak mogłam, na marne. A samochód wciąż przyspieszał.


Zapraszam do komentowania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz