Garnitur, dokładnie przystrzyżona broda, włosy zrobione na wzór polizanego czoła przez krowę na pastwisku.
Sylwester. Właściwie chyba tylko jeden aspekt sprowadził mnie tutaj. Amymiała męża, widziałem go, słyszałem. Dotąd był wizualizacją w mojej głowie, a teraz... Widziałem, że o nią dba i nie jest sama. Czy mogłem czegoś od niej wymagać? Nie. Mogłem być tylko jej znajomym.
Dlatego zgodziłem się na wieczór spędzony w gronie rodziny Su. Znów byliśmy parą. Znów kładłem dłoń na jej biodro, odsuwałem krzesło kiedy siadała. A jednak w środku wszystko się burzyło. Widziałem sztuczność w tym wszystkim. Kawiory, szampany. Rozmowy o polityce, które tylko miały swój określony schemat. Nikt nie mógł się poza niego wychylać.
Więcej milczałem niżeli rozmawiałem. Jedynie od czasu do czasu Su pod stołem dotykała mego uda robiąc to w dwuznaczny sposób.
Miałem szczerze dość. Kobiety które zdradzały mężów oraz były zdradzane. Wszyscy, jednak trzymali się tej drugiej osoby bo rozwód znaczyłby mniejszą pulę dochodów na rozjebanie.
Sztuczność.
Nagle zadzwonił mój telefon. Myślałem, że to moja menadżerka, miała ona umiejętność do dzwonienia w dziwnych porach dnia i nocy. Przeprosiłem pozostałych, chyba po raz pierwszy dając im znać, że tu jestem. Wyszedłem do ogrodu.
Śnieg ciągle sypał i było zimno. No trudno.
Uniosłem brwi widząc na wyświetlaczu: Amy.
- Hej, coś się stało?- zapytałem nie kryjąc zdziwienia że dzwoni.
- Nieee... dzwonię aby złożyć ci życzenia noworoczne. Nie wiem co tam sobie z kim robisz więc wolałam za w czasu dzwonić.- zaśmiała się w dziwny sposób.
- Aaaha....-pokiwałem głową jakbym wszystko rozumiał. Nie, nic nie rozumiałem.
- Nooo więc wszystkiego najlepszego! Abyś mazał te swoje obrazy i... akty... bo czemu nie malujesz akt jeżeli jesteś takim seksiorem? No właśnie... czemu jesteś taki.... - mówiła w specyficzny sposób dla osób upitych. Uśmiechnąłem się. O dziwo jej sposób upojenia alkoholowego mi nie przeszkadzał. Zagryzłem dolną wargę słuchając ją dalej.
- No i abyś spędzał nowy rok z osobą, którą kochasz i był szczęśliwy...- wymieniała. Wtedy spoważniałem, a po plecach przebiegły mi dreszcze, nie te spowodowane z zimnem.
- A jak tam twój sylwester?- zapytałem pomijając temat życzeń. Czego mogłem jej życzyć? Pożycia małżeńskiego? Dzieci? Nie...
- Aaaaa siedzę sobie i oglądam seriale... i... wypiłam dwie lampki szampana ale niepotrzebnie brałam leki na ból nogi... i czekam na zamówione jedzenie... ale chyba za dużo zamówiłam.. i tak sobie siedzę sama...
- Sama?- powtórzyłem za nią.
- Mhm... sama jak palec, ale to kłamstwo bo palców jest pięć... jak palec może być sam? Chyba że chodzi o kciuka, że on rośnie tak z boku, a nie obok koło pozostałych braci palców...- zaczęła tłumacząc. Dla mnie jedynie zapaliła się czerwona lampka. Była sama w sylwestra. Sama... bez męża. Jeśli była wzięta, to nie było sensu jej wypytywać.
- Ok, Ros ja muszę kończyć.- rzuciłem mając już plan w głowie.
- Już? No dobrze...- westchnęła nieco smutno i się rozłączyła.
Nie miałem ochoty żegnać się z rodziną Su, a nawet z nią. Uciekałem. Wziąłem swoją kurtkę i wsiadłem do samochodu. Dzieliła mnie od Amy godzina drogi, powinienem zdążyć przed wybiciem północy.
Zapewne złamałem więcej przepisów niżeli miałem w zamiarze. Warto było. Z pustymi rękami stanąłem przed drzwiami jej mieszkania i zapukałem. Już myślałem, że gdzieś tam usnęła kiedy otworzyły się drzwi. Znów była w piżamie i to był dla mnie najlepszy widok po tej całej maskaradzie u Su.
Uśmiechnąłem się szeroko i bez jakichkolwiek słów przytuliłem ją do siebie.
- Eeeej myślałam że to jedzenie! Okłamałeś mnie!- zaczęła marudzić, jednak jej oczy robiły się wesołe. Podtrzymałem ją za biodra kiedy nieco się zachwiała. Nie wiem czy to z racji szyny na nodze czy alkoholu, nie ważne. Kopniakiem zamknąłem za sobą drzwi i usadziłem Ros na kanapie.
- Co ty tu robisz? Byłeś gdzieś z kimś?- pomimo że pewnie chciała abym był szczęśliwy na jakiejś imprezie widziałem jak świecą jej się oczy że ktoś jest przy niej.
- Nawet kciuk rosnący na boku nie jest sam.- posłałem jej oczko.
Niedługo po tym znalazł się przed jej drzwiami dostarczyciel z jedzeniem. Miał chłopak nie lada pracy w taki dzień, dlatego dałem mu super napiwek. Mogłem już spokojnie spędzać czas z Amy. Leżeliśmy na kanapie, obżerając się niezdrowym jedzeniem oraz oglądając komedie. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy. Wszystko było tak przyjemnie naturalne. Nie musiałem trzymać się żadnych reguł Amy akceptowała mnie takim jakim jestem, a nie za to co mam. Szkoda, że dopiero teraz to rozumiałem. Wcześniej obawiałem się, że interesuje się mną tylko z powodu na mój prestiż, pieniądze i sławę. Nic z tych rzeczy. Otwarła pewien nowy świat.
W końcu przyszła godzina 00. Zaczęły bić dzwony, oraz wybuchać fajerwerki. Staliśmy na niewielkim balkonie nie wiedząc gdzie mamy patrzeć. W dłoniach mieliśmy kieliszki, jednak jednym ramieniem obejmowałem ją. Telefon gdzieś tam leżał wyłączony, nawet nie chciałem wiedzieć jak bardzo Su będzie chciała mnie zabić.
Kiedy wszystko powoli cichło Amy westchnęła. Spojrzałem na nią unosząc brew.
- Co jest?- zapytałem odwracając się do niej i biorąc łyk zimnego szampana.
- No bo miałeś spędzić ten dzień nowego roku z osobą, którą kochasz, a nie ze mną...- mówiła patrząc wszędzie byle nie na mnie. Zagryzłem wargę i złapałem jej wzrok.
- Wiem, że cie wkurzę ale... spędzam go z osobą, którą kocham.- mówiłem to niższym głosem niżeli chciałem. Jej oczy zabłyszczały i zaczerwieniły jej się policzki. Zacisnęła usta milcząc cały czas.
Musiałem spróbować. Była taka piękna, jak zakazany owoc. Odłożyłem kieliszek na bok i dotknąłem jej policzka. Przysunęła się dobrowolnie do mnie. Zbliżyłem swoją twarz do jej jednak się zatrzymałem. Przyrzekałem jej coś.
Pocałunek więc spoczął na jej czole.
Zapraszam do komentowania!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz