piątek, 26 lutego 2016

13. On my own

Nie widziałam Sebastiana już dwa tygodnie. Czternaście długich dni, kiedy to nie wiedziałam co się z nim działo. Może przesadziłam? Może powinnam mniej mówić. Było mi coraz bardziej głupio, przecież nie miałam do niego żadnych praw. Sam stwierdził, że będzie moim przyjacielem, a przyjaciel ma prawo być z kim chce, nawet wyznając mi miłość. To, że był nielojalny w stosunku do tamtej dziewczyny... to już jego problem. Tęskniłam za nim, naprawdę.
Siedziałam w kwiaciarni stukając paznokciami w szybkę telefonu, zastanawiając się czy do niego napisać. Może rozmowa by wszystko załatwiła? Chociaż... nadal kłębiła się we mnie złość za to co powiedział na odchodnym. Niby go kocham i nie chce się przyznać. Śmiechu warte...
A raczej chciałam się z tego śmiać a nie potrafiłam. Cholera jasna z tym Sebastianem!
Wzięłam dłoń z telefonu i zaczęłam nerwowo bawić się obrączką, która wisiała na mojej szyi. Było już ciemno za oknami kwiaciarni, a ja nadal musiałam tkwić w szynie. Cholerna noga! Ludzi niemal nie było widać. W momencie kiedy przyszło mi do głowy aby szybciej zamknąć kwiaciarnie, drzwi zadzwoniły. Uniosłam wzrok.
Przede mną ukazała się kobieta, wyglądająca jak niejedna z magazynów modowych. Długie rude włosy miały w sobie kawałki śniegu, krótka sukienka ukazywała długie chude nogi. Ja siedziałam w grubym wełnianym swetrze, a i tak było mi zimno. Podziwiam taką odporność na zimno.
- Dzień dobry.- przywitałam ją wstając z krzesła. Jej oczy na mnie stanęły i szeroko się uśmiechnęła.
- Ooo witam.- powiedziała przyjaźnie, niemal jej głos był przesłodzony.
- W czymś mogę pomóc?- zapytałam widząc, że nawet nie rozgląda się po kwiaciarni tylko się mi przygląda. Dziwne.
- Emm... czemu nie!- klasnęła w dłonie podchodząc do lady. Od razu poczułam zapach jej ciężkich perfum. Ok, nie mnie oceniać klient nasz pan. Kobieta nadal się we mnie wpatrywała. O co jej chodziło?
- W takim razie?
- Byłam w biurze państwa firmy i chciałam zorganizować wesele. Mam za dużo na głowie, wie pani...-uśmiechnęła się do mnie. Pokiwałam głową z zrozumieniem czekając na więcej informacji.
- Słyszałam od znajomych, że jest pani najlepsza. Właścicielka firmy kazała mi panią tu odnaleźć i jestem.- znów poraziła mnie białością swoich zębów.
- Em... bardzo mi miło.- nie często zdarzało mi się aby ktoś dokładnie chciał mnie do organizacji ślubu. Miłe zaskoczenie. - A narzeczony nie będzie uczestniczył w spotkaniu? Możemy zawsze przełożyć spotkanie.- zaproponowałam. Zawsze wolałam znać obie strony.
- Niestety, jest sam bardzo zapracowany. Ma na głowie nowe zlecenie, ale całkowicie oddaje się w moje ręce i decyzje.- odpowiedziała dotykając moją rękę. Ok, kolejna dziwna rzecz. Odchrząkałam odsuwając się od niej. Dziwna baba.
Przeszłyśmy jednak do tematu ślubu: gdzie, kiedy, jaka sceneria, jakie ozdoby, kwiaty. Tak naprawdę udało nam się przerobić wszystko co dotyczyło planowania ślubu. Zapisywałam wszystko dokładnie na umowie w końcu doszło do momentu kiedy należało wpisać dane przyszłych małżonków.
- Ok teraz proszę mi podać pani imię i nazwisko.- poprosiłam skupiając się na papierkowej robocie.
- Su Berry.
- Mhm... a teraz narzeczonego.
- Sebastian Johnas.
Zamarłam, a długopis wypadł mi z dłoni na ladę. Spojrzałam na rudowłosą, a jej uśmiech nie znikał. Su... Nigdy nie wiedziałam jak wygląda a teraz. Zabrakło mi powietrza w płucach. Stała przede mną... planuje ślub z Sebastianem. W momencie mogłam porównać gdzie mi tam do niej.
- Witaj Amy...- powiedziała niskim głosem, który doprowadzał mnie do gęsiej skórki.
- O co w tym wszystkim chodzi?- zapytałam zdezorientowana.
- Planuje ślub mój i Sebastiana... Tu podpisać?- zapytała przejmując umowę i długopis. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a ona podpisywała już dokument. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami.
- Nie jest już twój. Zapamiętaj to sobie dziwko...- odpowiedziała puszczając do mnie oczko. Zaraz po tym wyszła z kwiaciarni.
Co do diabła!?
Wzięłam umowę do ręki i od razu podarłam ją w drobny mak. Nawet jakby Sebastian miałby brać ślub z nią... nie! Nie dołożę do tego ręki! Serce z nerwów biło mi jak szalone.
Minęło może pięć minut, a przede mną leżała podarta umowa. Znów usłyszałam dźwięk dzwonka. Oby to nie była ona... oby to nie była ona. Unosząc wzrok.
- Sebastian.- powiedziałam z ulgą, nawet nie wiedząc kiedy złapałam się za obrączkę na szyi. Spojrzał na mnie dziwnie, jakoś tak... niemiło. Zerknął na trzymaną w moim ręku obrączkę i prychnął.
-Ten dzień jest już za dziwny... nie uwierzysz kto tu był.- chciałam aby był moją ucieczką od tego co przed chwilą przeżyłam. Wyszłam zza lady i podeszłam do niego, on jednak zrobił krok do tyłu. Zmarszczyłam brwi. Ok, może nadal nie przeszło mu za tamto wydarzenie z sylwestra.
- Kolejna wyimaginowana osoba?- zapytał zakładając ręce na tors mrożąc przy tym oczy.
- Co? Nie... Su tu była... Chciała podpisać umowę na wasz ślub. O co chodzi?- zapytałam niemal błagając go. Jego mimika twarzy się zmieniła, był równie zaskoczony co ja.
- Żartujesz...
- A czy żartowałabym z czegoś takiego? Po za tym nie kłamie w takich poważnych sprawach.- przyrzekłam. Dla mnie to nie było nic przyjemnego, jednak jego reakcja dała mi nadzieje, że jednak nie bierze z nią ślubu.
Sebastian nagle zaczął się śmiać i podszedł do mnie biorąc w palce moją obrączkę.
- A jak się miewa twój mąż?- zapytał nadal wpatrując się w obrączkę. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Wpatrywałam się w jego twarz uważnie. Ten dzień zbyt szalony.
- Czemu nagle interesujesz się moim mężem?- zapytałam obawiając się tego pytania.
- Bo może...- i wtedy urwał szarpnięciem mój łańcuszek. Zabolało to strasznie.- On nie żyje.
Zamarłam.
- Ale...-jęknęłam
- Skąd wiem? Najważniejsze dla ciebie powinno być to że nie ty powiedziałaś mi prawdę. Ty... która tak bardzo o nią walczyłaś. Śmieszne co nie?- nie uśmiechnął się nawet. Znowu zaszły mi oczy łzami.
- Chciałaś mnie zbyć to mogłaś powiedzieć w prost a nie zasłaniać się mężem nieboszczykiem. Pewnie przewraca się chłop w grobie.- patrzył mi prosto w oczy. Bolało jednak nie umiałam się odezwać. Widziałam że nawet Sebastiana tym zraniłam.
- Chyba... z nami koniec.- szepnął oddając mi obrączkę.
Odwrócił się ode mnie plecami i ruszył w stronę drzwi. Nie potrafiłam mówić o śmierci męża, nawet niewiele pomogła mi pani psycholog, czy leki antydepresyjne. Tak wiele straciłam przez ostatnie pół roku. Sebastian był moją nadzieją, która właśnie odchodziła...
- Proszę...- szepnęłam, słysząc jak otwiera drzwi. Spojrzał na mnie przez ramię.
- Amy.- jakby mnie prosił abym dała już spokój.
- On popełnił samobójstwo... ja...- westchnęłam przyjmując łzy na policzki. Zasłoniłam się dłońmi nie chcąc aby widział mnie w takim stanie. Drzwi się zamknęły. Nic nie słyszałam. Wyszedł? Został? Nic, cisza. Otarłam łzy. Uniosłam mokre powieki. Sebastian zasłaniał właśnie drzwi i zmieniał tabliczkę z otwarte na zamknięte. Podszedł do mnie i widziałam, że parzył na mnie uważnie, jego oskarżenie się zmniejszyło. Dostałam szansę? Ale czy umiałam ją wykorzystać?
- To dla mnie... On zniknął...- zagryzłam dolną wargę jakby to miało mi pomóc. Usiadłam na ziemi bez jego pomocy. Zamknęłam oczy, chciałam być z moimi myślami sama, a on jedynie milczał. Przykucną niedaleko mnie.
- Umarł... Siedem miesięcy temu. Nagle wszystko się dla niego zmieniło.- westchnęłam. Rzadko kiedy mówiłam o nim.- Po zakończeniu z tobą... wiesz, że on wiedział o tobie. Byłam niesprawiedliwa, a on cierpliwy... Kochał mnie, rozumiał wszystko... Jedno co było prawdziwe... kochałam go. Nigdy bym go nie zdradziła, wiedział o tym. Był tym jedynym na wieki... Myślałam, że na wieki. Jednak za szybko los mi go odebrał...- szepnęłam ostatnie słowa cicho. Długo milczałam zbierając myśli.
- Zmienił się z dnia na dzień. Ostatni miesiąc jego życia... Nie wiem co się z nim działo. Nie rozumiałam jego myśli. Było już dobrze, nie myślałam o tobie, byłam znów jego Amy... ale... Nie mógł wymyślić rzeźb, na kilku wystawach go wyszydzili, to ja zarabiałam na rodzinę. Nie wytrzymywał presji. A ja głupia myślałam, że to chwila... minie.- otarłam łzy z policzków.
- Jego nerwy nie miały ulotu... raz nie wytrzymał...- głos na powrót zaczął mi drżeć. - Podniósł nóż... Był zdernerwowany... Nie kontrolował się...
- Zrobił ci coś?- dopiero teraz Sebastian się odezwał.
- On nie chciał...- dodałam od razu patrząc na niego jednak widziałam jak cały się napina z zdenerwowania.- Kiedy trafiłam do szpitala...- zawiesiłam głos nigdy nie potrafiłam powiedzieć tych słów. Patrzyłam martwo przed siebie.
- Zabił sie...- wydukałam



Zapraszam do komentowania.

2 komentarze:

  1. Kobieto, już po północy a ja drę się do telefonu, że "Jak to mozliwe" i "Ale jak on mógł"
    Męczyłam cie z tym rozdziałem, ale się doczekałam ❤
    I chciałam powiedzieć, że przez spojler dostałam ataku serca, to tyle x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie drzyj się bo siostrę obudzisz ;)
      Doczekałaś się póki mam wenę twórczą i wolny czas ;)
      cieszę się, że się podobało!

      Usuń