Wracaliśmy z kolacji od Ros.
Było burzliwie, przynajmniej na początku. Po dwóch godzinach, o dziwo żarty Sebastiana zaczęły bawić moją przyjaciółkę. Może nie zdobył całkowicie jej akceptacji i zaufania, ale przecież nie było tak źle. Zresztą ze mną było podobnie. To, że zaprosiłam go, to, że spędziłam z nim trochę czasu z nim spędziłam, o niczym nie świadczyło.
Owszem przecież nie mogłam zaprzeczyć, że jego osoba znaczyła kiedyś dla mnie coś...
Jednak pamiętałam, że mnie okłamywał do ostatniej chwili. Nie mogłam tak po prostu o tym zapomnieć.
Kiedy zajechaliśmy na miejsce, właściwie wystawa była już pusta. Gdzie nie gdzie kręciła się ekipa sprzątająca, a moje wazony stały równo ustawione pod ścianą czekając na odbiór.
- Amy, powinienem ci podziękować.- odezwał się kiedy zaczęliśmy nosić wszystko do dostawczaka.
- Nie przyzwyczajaj się.- spojrzałam na niego poważnie, jednak zaraz dałam mu stójkę w bok. Nieco się poślizgnął na nieposypanym chodniku. Sebastian zaśmiał się łapiąc równowagę.
- Jesteś zbyt ckliwy jak na ciebie.- zauważyłam opierając się o samochód. Jednak mój uśmiech nieco się zmniejszył kiedy sobie coś uświadomiłam.- Zresztą... nie mam prawa cię oceniać na podstawie tego co pisaliśmy...
- Amy...- westchnął odkładając wazon do samochodu.
- Nie, Sebastian. Tak naprawdę nie znamy się... To co tam było... Musisz przyznać to nie to samo co realny świat. Zresztą.- chciałam aby było to dla mnie nieważne. Zacisnęłam usta w wąską linie aby nic już nie powiedzieć. Patrzyłam jak śnieg prószy.
- Oh Amy...- powtórzył znów moje imię.
Zaraz po tym przybliżył się do mnie, by bez jakichkolwiek precedensów mnie do siebie przytulić. Zrobił to tak szybko i sprawnie, że oniemiała znalazłam się w jego ramionach.
Milczał.
A ja?
W pierwszym odruchu chciałam się wyrwać jednak... Potrzebowałam ciepła. Nie pamiętałam kiedy ostatni raz ktoś mnie tak po prostu przytulił, kiedy moje myśli skłębiały się w sposób dla mnie niezrozumiały.
On to wyczuł.
Nie wiem jak, jednak wiedział jak sprawić aby na ten moment wszystko uciekło mi z głowy.
- Nauczmy się siebie od nowa. W jeden dzień straciłem nadzieje i ją odzyskałem. Odzyskałem ciebie... Po takim długim czasie. Jednak twoje poczucie straty było dłuższe. Potrzebujesz czasu... a ja ci go dam.- mówił to wszystko patrząc przed siebie. Nie wiedziałam co jest w jego głowie, tak bardzo chciałam zrozumieć jego rozumowanie. Jednocześnie nie chciałam teraz widzieć jego oczu. Wtuliłam policzek w jego tors, czując jak zimny śnieg opada mi na twarz.
- W dziwny sposób ciebie potrzebuje.- moje myśli w niekontrolowany sposób wybiegły mi z ust. Poczułam jak nabiera głośno powietrza w płuca, a jego dłoń zaciska się na moich plecach. Odsunął się ode mnie dotykając zimnymi palcami mojego policzka. Nachylił się nieco aby spojrzeć mi w oczy.
- Damy sobie czas.
Czułam się jak jakaś licealistka w romantycznym filmie. Znów czułam się inaczej, poza wszystkim co mogło mnie trapić. Nie myślałam o tym, co mnie czeka w mieszkaniu, nie myślałam o wszystkich złych chwilach. Nie, nie czułam motylków w brzuchu, czy innych miłosnych uniesień, jednak było tu i teraz. Jego niebieskie oczy skupiające się jedynie na mnie.
Jego twarz przybliżyła się do mojej. Nie tego się spodziewałam. Nie takiego obrotu spraw oczekiwałam. Zamknęłam oczy w odruchu, jakby to miało mnie przed wszystkim ustrzec. Poczułam jego usta na swoim czole.
- Nie pocałuje cię tak jakbym chciał... Tylko dlatego że szanuje twój wybór... Kumple ale... jeśli będziesz chciała. Jedno twoje słowo. - szepnął.
- Chciałabym aby to wszystko było inne...
- Masz męża... Jeśli go kochasz to...- zacisnął usta i odsunął się ode mnie pozostawiając między nami zimne powietrze. Uciekłam spojrzeniem obejmując się ramionami. To nie było takie łatwe, za dużo tajemnic, za dużo do mówienia. Za dużo bolesnych słów.
- Obiecałam mu, że nigdy więcej nie będę mieć z tobą kontaktu...- wyszeptałam.
Miał prawo to wiedzieć, chociaż tyle. Zamarł słysząc te słowa. Cisze zapełniały głosy dochodzące z miejsca gdzie była wystawa.
- Chyba coś się zmieniło jeśli nadal tu jesteś... O co więc chodzi? Twój mąż jest jedną wielką zagadką...
Czułam że może w każdej chwili zadać coraz więcej pytań. Jak mogłam się przed nimi ustrzec. Czy byłam gotowa stanąć oko w oko z tą prawdą?
Nie.
- Muszę... Sebastain... Muszę jechać...- zamknęłam tylnie drzwi samochodu i wskoczyłam szybko za kierownicę.
- Amy! Do cholery!- krzyknął nagle za mną.
Oparłam dłonie drążek do zmieniania biegów.
Ruszyłam czym prędzej.
Stary bus zaskrzypiał i zapiszczał nieprzyjemnie ruszając. Otarłam nos rękawiczką. Nawet nie odważyłam się spojrzeć w lusterko. Bałam się, że jego widok spowoduje, że zatrzymam samochód aby się do niego przytulić.
Potrzebowałam tą cząstkę...
Obiecuję, że w następnym rozdziale dowiecie się więcej :)
Zapraszam do komentowania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz