wtorek, 2 lutego 2016

4. Choices

Nie widziałem jej tydzień.
Dziwne, że wcześniej ograniczałem się do kompletnego minimum w naszych kontaktach, a teraz nie mogłem pozbyć się myśli, że ona jest tam niedaleko. Ba, niemal zniszczyłem cały swój plan odwiedzinami w tej kwiaciarni. Mogłem ją tym nastraszyć. Byłem beznadziejny.
Przyszedł wieczór oraz czas kiedy miałem odebrać swoje zamówienie.
Wchodząc do niewielkiego pomieszczenia kolejny raz tego dnia, mały dzwonek przerwał ciszę panującą wewnątrz.
Na kolanach siedziała tam Amy, układając sporych rozmiarów bukiet.
Nigdy nie zachwycałem się kobietami w "zwykłych" wydaniach. Miałem zasadę, że kobieta, makijaż, szpilki i seksowne drogie ubranie to nienaruszalna całość. Brunetka temu zaprzeczała. Szary golf ukrywający wszelakie oznaki radości dla oka mężczyzny, czarne spodnie i tenisówki. Nic specjalnego, a jednak...
Poczułem się przez tą chwilę dziwnie... tak samo gdy pierwszy raz usłyszałem jej głos kiedy do mnie zadzwoniła, a ja milczałem. Choć trząsł się z zdenerwowania to był seksowny. Wtedy nie bałem się jej tego napisać.
Teraz?
- Tak?- zapytała unosząc głowę.
Nie ucieszyła się na mój widok, a na pewno nie mnie oczekiwała.
- Hej...- rzuciłem jakby miało to uratować sytuacje. Amy jedynie szybko podniosła się z ziemi odsuwając się za ladę.
Bała się mnie?
- Czego chcesz?- nie był to miły ton. Niebieskie oczy były wbite we mnie jakby chciała zadać mi ból fizyczny za wszystko co jej zrobiłem.
Trudno...
- Ja... zamówiłem bukiet kwiatów.  Chcę go odebrać.
- Żartujesz?- wykpiła mnie
- Sama zobacz... zapisała to w takim notesie. Twoja koleżanka.- kiwnąłem głową na oddalony zeszyt aby zwróciła na niego uwagę. Zrobiła to, jednak nawet głupiec widział jak nieufnie przerzuca kartki zerkając na mnie.
Jednak się mnie bała.
- Jeszcze go nie skończyłam.- znów ta niechęć. Spojrzałem na nią zakładając ręce na tors. Chciała mnie tym zbyć? Nie tak łatwo...
- Nie przeszkadzaj sobie.- dodałem z uśmiechem. Może i naszej dwójce nie było do śmiechu, ale  przecież miałem to zmienić. Wieczne dąsy i przepychanki nic tu nie dadzą. Zwłaszcza po tych długich miesiącach milczenia.
Amy znów chciała zabić mnie wzrokiem, właściwie im częściej to robiła tym mniej na mnie to wpływało. Zrobiłem jej miejsce aby mogła przejść w poprzednie miejsce. Stałem rozglądając się dookoła jakbym był w muzeum. To chyba lepsze niż wiszenie nad nią.
- Co ty chcesz tym ugrać?- jej głos przerwał ciszę jaka panowała w tym pomieszczeniu.
- Chcę kupić kwiaty?
Pytanie idące za pytaniem. Choć wiedziałem, że jestem na przegranej pozycji z i tak z nią igrałem. Tak jak kiedyś, kiedy nasza rozmowa stwarzała niebywałą atmosferę. Nie, nie były to łatwe rozmowy, a jednak jakie interesujące.
- Przestań...- wstała z bukietem w dłoniach i niemal je wepchnęła mi w dłonie.  Wyjąłem z portfela odpowiednią sumę i położyłem na ladzie.
- Czeka mnie dziś ważne spotkanie.- po co się tłumaczyłem.
- Dobrze. W takim razie czas na ciebie. 
Nie, nie mogłem tak pozwolić jej na sterowanie mną. Na to aby ona nie chcąc mnie znać, skreślała moją odwagę. Nie chciała mnie? Jakim prawem ona teraz mogła to osądzać?!
- Matko Amy! Nie możemy normalnie porozmawiać? Chciałbym... tak jak kiedyś. Zrobiłem wtedy co chciałaś, zadecydowałem. Zrobiłem to co powinno nam wszystko ułatwić. Twoje życie, moje... Teraz jednak stoję przed tobą.-  wybuchłem podniesionym tonem.
- Spieszę się...- widziałem jak zaciska usta z nerwów. Nie znałem jej mimiki twarzy, nie wiedziałem jak reaguje na różne bodźce ale raczej nic dobrego to nie zapowiadało.
Uczyłem się jej na nowo.
- Tak wiem... myślisz, że nie widzę twojej obrączki?  Jedyną realną przeszkodę?
- Nie waż się zrzucać winy na mego męża!
Nie spodziewałem się, że podniesie ton. Zadrżał jej głos, czyżbym trafił na nieodpowiedni teren? Chwyciła swój wisiorek jakby chciała go chronić, a oczy zrobiły się niebezpiecznie czerwone. Zmarszczyłem brwi.
Co do cholery?
Zrobiłem krok w tył tracąc grunt pod nogami. Wszystko umilkło.
- Chyba... nie mam czego tu szukać...- mówiłem to bardziej do siebie niż do niej. Zaraz po tym wyszedłem z kwiaciarni, rzucając ostatnie spojrzenie przez szklaną witrynę.
Widziałem jak ociera łzy.
Co do cholery?


Zapraszam do komentowania!

3 komentarze:

  1. Boże! Kama! To jest GENIALNE! Będę zaglądać tu najczęsciej, jak się da :D
    boże boże boże boże... Trzymasz w napięciu tak bardzo, ze nie wiem, czy będę w stanie napisać cokolwiek u siebie. Kocham kocham kocham. Dawaj już następny rozdział, bo ja się doczekać nie mogę! ❤❤❤

    Nerullie (dawniej no_princess)

    OdpowiedzUsuń
  2. Serio? A juz myślałam że znajdę tu komentarz typu "kit kiła i mogiła nie pisz więcej" xD dziękuje i dostajesz order z ziemniama za pierwszy komentarz na blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń