Uciekała.
Widziałem jej długie włosy.
Zmieniła się. Wydawała mi się kiedyś inna. Bardziej delikatna?
Zresztą... Chyba nie jestem dobry w gierki z odgadywaniem, z rozumieniem czy też widzeniem czegoś co jest ukryte. Za to ona jest mistrzem. Widzi więcej niż myślałem, albo jestem po prostu kiepskim kłamcą.
Właściwie...
Na początku może i starałem się trzymać sztywno tego co zaplanowałem. To miała być zabawa... poznanie kogoś po za tym wszystkim co mnie otaczało. Myślałem, że należy do szablonu tych wszystkich innych dziewczyn. Musiałem się pomylić? To była moja pieprzona wina. Zagrałem na niej, na sobie, na Su, na... wielu osobach.
Mogła przeze mnie stracić wszystko. Wtedy... teraz znów to jej robiłem.
Co do cholery mnie pchnęło do tego wszystkiego?
Znowu... znowu... znowu.
Miałem nadzieję, że mam silniejszą wolę. Zaczęło mi na tym wszystkim zależeć kiedy tego nie chciałem. Za mocno dbałem aby ona niczego nie poczuła, nie kontrolując siebie. Zresztą... myślałem, że jestem panem życia, a ktoś taki jak Amy nie jest wstanie wpłynąć na moje życie, inne niżeli jej.
Zachciało mi się muzy, odskoczni! No i miałem... Ją. Nietypową. Myślałem, że jej inność będzie tylko natchnieniem. A jednak sprzeczki jakie były między nami o bzdurne rzeczy niezależne od nas, sprawiały że coraz bliżej była mnie.
Ktoś by powiedział, że jestem głupim artystą i tyle. Za dużo myślę, zachwycam się nad zwykłym niczym nieistotnym faktem.
Jednak Amy była moją muzą. Nie od razu... dopiero wtedy gdy me życie pokazało mi, że nie mogę się ujawnić kim jestem, że muszę zakończyć to wszystko. Tak miało być łatwiej.
Wtedy się zaczęło... malowałem jak natchniony... Wiedziałem, że ona nadal pisze... Próbuje... Walczy. Byłem chamem. Nie mogłem pozwolić jej na powrót, to by wszystko popsuło. Ona miała wrócić do swojego męża... realnego świata. Wiedziałem, że go kocha. Nie miałem prawa pozwolić jej na to aby pokochała mnie.
Wtedy stwierdziła, że mam za wielkie mniemanie o sobie. Miała rację? Nie... Widziałem swoje choć jestem niedomyślnym facetem. Kochała go i mnie. To mogło jedynie ją zniszczyć. Ja nie byłem dla niej... Byłem wolnym nieustabilizowanym ptakiem, który raz po raz skupiał się na wysublimowanej Su.
- Jak było?- usłyszałem w słuchawce głos Tobiego. Jedynego przyjaciela, który poznał całą prawdę. Który wiedział gdzie jestem. Inni? Myśleli że udałem się do swojej oazy spokoju nad morzem.
- Była inna...- tylko tyle mogłem powiedzieć po tym spotkaniu. Związałem swoje włosy w jakiś kucyk. Wkurzała mnie ich długość, że w ogóle je mam. A może to kwestia sytuacji? To że jej oczy, jej ciało było tak blisko mnie. Że nie mogłem nad nią zapanować. A chciałem...
- A co myślałeś? Jesteś dla niej skurwielem jeśli mam cię opisać krótko i zwięźle.- szczerość w jego odniesieniu nie miała miary. Ona była i tyle.
- Dzięki...- usiadłem na skrzypiącym łóżku w wynajętym pokoju. Mały, zakompleksiony hotelik. Tylko to mogłem znaleźć w jej mieście.
- Nie będę cię głaskał po głowie Sebastian. Zostawiasz znowu rozdrapaną ranę?
- Nie rozumiesz... ona ma... wszystko. Co mam powiedzieć? Kochasz mnie i nie sprzeciwiaj się?! Należysz do mnie a nie do swojego męża i jestem pewien że byś dla mnie go zostawiła?- mój głos brzmiał jak u desperata. Usłyszałem jedynie śmiech po drugiej stronie słuchawki.
- Zrób przestawienie jak zwykle to na bank będzie twoja. Jesteś chujowy tyle ci powiem.
Zapraszam do komentowania ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz