poniedziałek, 22 lutego 2016

11. Hello, goodbye

Wstałam z bólem głowy. Przeklęty kac, przeklęty szampan, wszystko obecnie było przeklęte. Nawet to światło za oknami, było przeklęte. Z westchnięciem wstałam z łóżka. W wytarmoszonej koszuli, godnej hydraulika lub też drwala, i czarnych leginsach. Wyglądałam koszmarnie. Idealne odwzorowanie tego co obecnie czuła ma dusza. Uśmiechnęłam się sztucznie do lustra, że niby to pomaga. Niby... to mówiła moja pani psycholog. Jakoś w to nie wierzyłam.
Poczłapałam do drzwi od sypialni i stanęłam jak wryta. Na kanapie bez koszulki i spodni leżał on. Momentalnie chciałam zrobić krok za siebie, chwilowe zamglenie umysłu spowodowało, że nie pamiętałam o sylwestrze. No tak... pozwoliłam mu nocować. Nie spodziewałam, że tak się ugości na tej niewielkiej kanapie.
Szczerze powiedziawszy, może sztuczny uśmiech nie poprawił mi humoru, jednak półnagie ciało takiego mężczyzny w moim mieszkaniu już tak. Poczułam się jak zawstydzona dziewica, która płonie ogniem piekielnym, przynajmniej tak piekły mnie policzki.
Zagryzłam dolną wargę i podeszłam do okna w części kuchennej aby chociaż trochę wywietrzyć. Nalałam do kubka z królikiem sok pomarańczowy i wskoczyłam na szafkę kuchenną z której miałam nawet dobry widok na Sebastiana. Jego blond włosy spoczywały na zarośniętej przez noc twarzy. Upiłam łyk, czując zimno wiejące na plecy.
Wciąż huczały mi na nowo słowa jakie wypowiedział. Nie byłam niestety na tyle pijana aby o nich zapomnieć. Niestety. Chciałabym o nich nie pamiętać. Westchnęłam chowając twarz w wolną dłoń. Cholera jasna, czy on musiał tak sprawiać abym wariowała? Byłam przecież już jakoś ustawiona w życiu, nie chciałam zmian. Już i tak wiele "wybuchów, pościgów i ataków gangu" przeżyłam, niczym w dobrym amerykańskim filmie, w którym grał Leonardo, więc i tak nie dostanie żadnego Oskara. Tak, chciałam aby moje życie nie dostało Oskara czy też innej nagrody. Był "Leonardo" i nie potrzebowałam żadnego dublera... Spojrzałam na zdjęcie, które wisiało obok mnie na ścianie. Z ramki spoglądał na mnie uśmiechnięty Phil.
- Wiesz, że cie kocham...- szepnęłam widząc ukochane oczy. jednocześnie spojrzałam na Sebastiana. To było za trudne. Nie potrafiłam sobie sama tego poustawiać w głowie. Ostatnimi czasu nie myślałam o mężczyznach, o tym, że jakiś sprawi, że się uśmiechnę, a co dopiero, że drgnie mi serce. Sebastian jak lodołamacz to zrobił. Może dlatego, że już wcześniej zakiełkowało we mnie coś... Nie, ja nie potrafiłam...
Usłyszałam jak chrapnął przewracając się na drugą stronę. Umknęły mi myśli. Nie chciałam myśleć. Skomplikowane rzeczy mogły się same rozwiązać... może. Dopiłam do końca soku i zeszłam z szafki uważając na nogę.
Podeszłam do koca, który leżał na ziemi i zwinęłam go w kłębek stając nad Sebastianem. Powinnam go obudzić. A jednak. Uhhh durne uczucie! Gdybym potrafiła go malować tak jak on, byłby nieokreślonym dziełem. Idealnym. Zbyt seksowny, zbyt ochoczo wyglądał. Jakim cudem on nikogo nie miał? Dlaczego? Co z nim musiało być nie tak? Dlaczego powiedział co powiedział w nocy? Dlatego był sam aby być ze mną? Na prawdę chciał mnie kochać?
Tyle durnych pytań, a moja głowa była za mała. Za moimi plecami zabrzęczał telefon. Odwróciłam się, połączenie od Su. Zamarłam, a usta same mi się otwarły. Wiedziałam kim jest Su. Zmroziło mnie, a koc upadł miękko na ziemię. Dziewczyna Sebastiana. Nie byłam wstanie nic zrobić. Dopiero gdy wibracje ucichły oczyściły mi się myśli. Nie był ze mną szczery. Był nadal z nią. Wzięłam telefon do ręki i wtedy wyświetlił się sms właśnie doszedł.
" Jeśli uciekłeś z naszego sylwestra do tej swojej dziwki to nie ręczę za siebie! Pożałujesz!"
Miałam wielki szacunek do siebie i nikomu nie pozwolę na traktowanie mnie tak.
- Twoja dziewczyna do ciebie dzwoni.- rzuciłam telefonem w tors Sebastiana. Ten podskoczył wyrwany z snu.
- Co jest? Co się dzieje!?- mówił zdezorientowany.
- Twoja dziewczyna pyta czy jesteś u TEJ dziwki. Warto jej odpisać, jak myślisz?- momentalnie byłam gotowa do walki.
- Co do diabła?- usiadł na kanapie marszcząc brwi. - Czytałaś moje sms?- zapytał odgarniając włosy z twarzy.
- Nie musiałam...- założyłam ręce na piersi, jakbym chciała się bronić. Szybko odblokował telefon i rzucił okiem na sms.
- Amy to nie tak..- westchnął rozumiejąc coś co dla mnie nie było jasne, Tak jakby poczuł jakąś ulgę.
- Jak? Jak kurde? Masz dziewczynę... Masz SU! Swój wolny związek! Najlepsza przyjaciółka, układ! Nie mówiłeś tak o niej?! Zapomniałeś? Zostawiłeś ją aby tu...co? Pobawić się? Bo do niej zawsze wrócisz, a nowa zabawka nie może uciekać?- mówiłam szybciej niżeli zbierałam myśli.
- Amy!- krzyknął jakby chciał mi przerwać.
- Po jaką cholerę bawisz się mną! Czemu!?- podeszłam do niego i pchnęłam go w tors. Łzy same popłynęły mi po policzkach z nerwu.
- Nie bawię się tobą! Skąd ci to przyszło do głowy?!- chciał złapać moje nadgarstki ale odsunęłam się w porę.
- Nie pamiętasz?
- Czego?- westchnął.
- Niby spędzałeś sylwestra z osobą którą...- nie przeszło mi przez gardło kolejne słowo.
- Bo tak było!- odpowiedział od razu. Moje oskarżenie nie uciekało z twarzy. - Nie wierzysz mi...- odgadł.
Spojrzałam w bok.
Głośne przeklniecie wyrwało mu się z ust. Szarpnięciem podniósł spodnie z ziemi oraz koszulę. Ubrał się w nie.
- Nie wierzysz bo sama nie chcesz się przyznać przed tym co czujesz.- stwierdził jakby miałby czytał mi w myślach. Nie mógł, jak?! Jakim prawem. Poczułam jak policzki znów robią mi się gorące.
- Wynoś się z mojego mieszkania!- krzyknęłam.
Sebastian spojrzał na mnie uważnie ubierając płaszcz. Jego spokój na twarzy mnie przerażał.
- Ciekawy jestem ile razy powiesz mi że mam się wynosić zanim powiesz mi że mnie kochasz...- wziął swój telefon i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Musiałam przytrzymać się kanapy by nie stracić gruntu pod stopami.
Cholera jasna.


Zapraszam do komentowania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz