poniedziałek, 8 lutego 2016

8. Already home

Mogłem ją utracić, ale też mogłem ją odzyskać.
Jak można chcieć posiadać kogoś, kto nigdy do nas nie należał?
Za każdym chorym razemm uświadamiałem sobie jak bardzo czułem do niej paraliżujące uczucie. A teraz? Teraz po raz kolejny uciekała. Nie rozumiałem już kompletnie nic na temat jej małżeństwa. Cholerne deja vu. Wieczne ucieczki, niedomówienia. A to niby ja kłamałem...
Amy skrywała jakąś tajemnicę, widocznie bolesną.
W dodatku to co powiedziała Ros. Jakby w ogóle nie wiedziała, że Amy ma męża.
Cholerne zagadki, a ja nie byłem żadnym detektywem aby się tego wszystkiego domyślać. Miałem szczerze dość. Kopnąłem jakąś grudę śniegu.
- Oj Sebastianie...- usłyszałem damski głos za sobą.
Gdy się odwróciłem, ujrzałem rudowłosą szczupłą kobietę. Su.
Westchnąłem bezsilnie na to wszystko. Skąd ona się tu wzięła? Przecież jej nie zapraszałem, ba miało być to tajemnicą. Nie potrzebowałem jej teraz.
- Co ty tu robisz?- mój głos nawet nie był miły.
Nie starałem się.
Nie była warta.
Zresztą czy ktoś, kto nie miał swojego honoru, tylko odwiecznie przyjmował mnie w swoje ramiona, ze względu na to co może dzięki mnie osiągnąć, byłby cokolwiek wart? Nie... Takie stanowisko zajmowała w moim życiu Su. Byliśmy w "wolnym związku" jak to określało wielu. Znajomi sądzili, że jesteśmy sobie przeznaczeni, niespotykana więź i chemia. Jak dla mnie to zwykły kompromis. Ona mi seks, ja jej wejścia na różne obwite w drogie kreacje bale. Pazerność i chciwość przemawiała przez nas.
Teraz jej nie potrzebowałem. Na pierwszym miejscu była Amy.
- Aj... Myślałam, że bardziej się ucieszysz.- zamruczała niczym kocica na rozgrzanym dachu.
Była właśnie tą kobietą, która chodziła spać w makijażu, właściwie sądziłem, że się z nim urodziła. Obcisła sukienka podkreślała jej chude ciało, szpilki ni jak były bezpieczne na taką pogodę. A jednak zgrabnie sunęła w moją stronę. Odwróciłem od niej wzrok, aby spojrzeć w stronę ulicy którą przed chwilą uciekała Amy.
- Nie wróci...- zaśmiała się poprawiając moją kurtkę zimową.
Spojrzałem na nią wściekłym wzrokiem. Ta jednak spięła się na palce i pocałowała mnie w usta. Od razu się odsunąłem. Usłyszałem jedynie jej chichot.
- Myślałeś, że nie widziałam jak uciekaliście z wystawy? Szukałam tylko waszych pantofelków. Albo te tulańce? Całuski? W co ty się bawisz? Ona nigdy nie była dla ciebie kochany... Dobra duszyczka, żona z małego miasteczka, zapewne piecze dobre szarlotki.- wykpiła Amy. Zacisnąłem mocniej szczęki to wszystko słysząc. Ona jednak kontynuowała.
- Ty potrzebujesz mocnego jebania... prędzej czy później znowu się nią znudzisz. Jak za każdym kolejnym razem znajdziesz się koło mnie. Zdaj sobie z tego sprawę i nie trać czasu. Niedługo sylwester... rodzice cię zapraszają na bankiet. Wiesz jak uwielbiają nas razem.- uśmiechnęła się do mnie słodko niczym niewinne niewiniątko.


Za dużo wina.
Obudziłem się leżąc nagi w hotelowym pokoju. Czułem się zmęczony. Niewiele pamiętałem. Jednak ogniste włosy na poduszce obok mnie wszystko wyjaśniły. Miałem ochotę dać sobie w twarz, albo w krok. Zawsze potrafiła mnie złamać, zwłaszcza kiedy traciłem grunt pod nogami.
Czułem się nie fer w stosunku do Amy. Tak, to właśnie ona była pierwszą myślą po obudzeniu. Nie kobieta która kilka godzin temu robiła mi to wszystko, co rasowa prostytutka za grubą kasę. Jednak czy powinienem się tak czuć? Przecież między nami nic nie było, ona miała męża. Miałem czyste sumienie. Chyba.
Właściwie powinienem zrezygnować z Su. Pomimo wszystko byłem facetem, a ona była moim kołem ratunkowym. Nie było czym się chwalić. Nie chciałem nawet myśleć o niej. Była... Popęd seksualny bywał silniejszy od racjonalnego myślenia.
Wstałem i ubrałem się bez zbędnego pożegnania z kochanką. Musiałem porozmawiać z Amy. Moja praca pozwalała mi na wszelakie moje zachcianki, podróże i wakacje. Wciąż byłem na świeczniku wśród artystów. Byłem inspiracją nawet dla rzeźbiarzy. Co zabawne właśnie to mnie i Amy połączyło.
O ile dobrze pamiętam jej mąż był rzeźbiarzem. Chciała dla jego dobra abyśmy nawiązali współpracę, wiedziała, że on tego chce. Pisała do mnie, do mego menadżera. W końcu postanowiłem poznać tą niezwykłą kobietę, która miała taki, a nie inny upór. Pod przykrywką innego imienia i nazwiska nawiązaliśmy znajomość. Ot całe moje kłamstwo. Chciałem ją poznać, więc udawałem kimś kim nie byłem. Gdybym tylko wiedział, że jest mistrzynią wyłapywania kłamstw, może bardziej bym się starał. Potoczyło się jak się potoczyło. Najgorszy był fakt, że Su poznała całą historię związaną z Amy.
Chciałem zobaczyć ją ponownie, może udałoby mi się wyjaśnić sprawę związaną z jej mężem. Tak, chyba to najbardziej mnie interesowało. Dlaczego? Chyba wiadomo. Może jeśli jest po rozwodzie... może wtedy czułbym większe pole manewru, a tak? Dobre wychowanie i szacunek do niej, nie pozwalały mi nic zrobić. Nic czego ona by sama nie zasugerowała.
Podjechałem pod kwiaciarnię, wypożyczonym czerwonym Fordem.
Gdy wszedłem do środka, Ros właśnie obsługiwała jakąś klientkę. Spojrzała na mnie marszcząc brwi. Coś znowu nie tak? Chyba zacznę nosić w jej obecności kamizelkę kuloodporną. Kobieta wyszła z kwiaciarni i zostałem sam na sam z panią loków pełna czupryna.
- Hej, wiesz może o której będzie tutaj Amy?- zapytałem najuprzejmiej jak potrafiłem, wkładając dłonie w kieszenie spodni, które zresztą były ubrudzone od farby.
- Sobie jaja robisz czy jesteś do reszty durny?- odbiła mi piłeczkę wyraźnie wściekła.
- Co znowu ci Amy nagadała na mnie? Przecież jej nic nie zrobiłem!- broniłem się jak mogłem. Plan B obejmował czatowanie w samochodzie dopóki nie pojawiłaby się brunetka.
- Jesteś jednak popaprańcem!- wkurzyła się nie na żarty i wyszła zza lady do mnie. Dźgnęła mnie palcem w tors.
- Ej, ej! Ros uspokój się!-odskoczyłem prawie strącając jakieś wiadro z bliżej nieznanymi mi kwiatami.
- Cholera jasna... nie wiesz, że miała wypadek jadąc od ciebie? Wpadła w jakiś poślizg przez jelenia, który wyleciał jej na drogę...
Stanąłem jak wryty. Wszystko jakby zwolniło, a oddech stały się zbyteczny. Krew upłynęła mi z twarzy przez co niewątpliwie pobladłem. Złapałem dłonią blat, aby nie stracić równowagi. Pierwsze czarne myśli przeleciały mi przez głowę.
- Co z nią? Co do kurwy z nią? Żyje?!- chwyciłem Ros za ramiona, znacznie mocniej niżeli bym chciał. Emocje. Wtedy zdała sobie sprawę, że o niczym nie wiem.
- Ja... Ona... Nic się nie stało.. znaczy... trochę dostało się dostawczakowi... ale ona... ona tylko ma złamaną nogę... Żyje... ty serio nie wiedziałeś? Myślałam, że wiesz... Była w szpitalu... ale już wyszła.- jąkała się.
Puściłem ją odchodząc kilka kroków. Złapałem się za głowę. Kiedy ja ruchałem się z Su, ona tam przechodziła piekło. Wkurzyłem się sam na siebie. Amy coś się stało, przeze mnie. Wsiadła taka zdenerwowana do samochodu. Miałem chęć zrobienia czegoś destrukcyjnego.
- Gdzie ona mieszka? Muszę ją odwiedzić...- mówiłem szybko aby nie stracić czasu.
- Nie... Ja nie mogę...
- Mam w dupie co ty możesz. Muszę ją zobaczyć. Była w szpitalu, a ja nawet o tym nie wiedziałem. Cholera jasna Ros, skończ pierdolenie... - naskoczyłem na nią. Miałem dość tego jak bawiła się w jej matkę.
Spojrzała na mnie uważnie, jak na osobę chorą psychicznie. Patrzyła tak długo analizując coś, po czym wyszła na zaplecze. Już miałem ochotę coś zrobić, coś zacząć krzyczeć, kiedy pojawiła się. Położyła na ladzie jakieś klucze i karteczkę.
- Na pewno będzie potrzebowała kogoś do pomocy... zakupy coś... ja muszę tu siedzieć do wieczora.- widać było, że mówi to z przymusu. Nie wierzyłem w to, jednak nie zamierzałem czekać aż się rozmyśli. Podszedłem do lady i zabrałem klucze z adresem Amy.
- Dziękuje... naprawdę.- może jednak nie była ona taka zła?
Nie ważne.
Wsiadłem do samochodu czym prędzej i pognałem pod dany adres.
Mieszkała na czwartym piętrze starej kamienicy bez windy. Odnalazłem mieszkanie i włożyłem klucz do drzwi. Otworzyłem je powoli.
- Amy? To ja... Sebastian!- zawołałem od progu.
Mogła się przecież wystraszyć jeśli bym wszedł bez żadnego ale. Nikt jednak mi nie odpowiedział. Może spała po stresie? Albo upadła chcąc gdzieś wstać? Zamknąłem za sobą drzwi i rozejrzałem po mieszkaniu. Salon był połączony z kuchnią, było można dostrzec kilka ramek z zdjęciami. Amy w dzień ślubu, Amy z mężem, sam jej mąż i inne. Nikogo, nawet żywej duszy. Zastanowiłem się dopiero teraz dlaczego Ros stwierdziła, że Amy potrzebuje kogoś pomocy. A jej mąż? Właśnie go spodziewałem się tu spotkać. Nic.
Nagle usłyszałem czyjś stłumiony głos. Podszedłem do jedynych drzwi jakie odnalazłem w tym małym pomieszczeniu. Były uchylone. Za nimi znajdowała sypialnia.
Na środku stało duże małżeńskie łoże, na tyle duże na ile pozwalał mały metraż. A w nim Amy. Miała na sobie piżamę, niedbałego koka na czubku głowy oraz nogę w szynie od stopy do kolana. Myślałem, że od razu mnie zauważy, gdy tylko stanąłem w progu sypialni. Jednak była zajęta czym innym.
Słuchawki na uszach podłączone były do laptopa, a muzyka rozkręcona na full była słyszalna aż na progu. Amy radośnie poruszała ustami do słów śpiewanych przez piosenkarkę. Uśmiechnąłem się na ten niezwykły widok. Pierwszy raz tak zwykłe piękno mnie zachwyciło. Kamień z serca o jej życie spadł mi z serca i jedynie me uczucie do niej pozostało. Gdy utwór się skończył otworzyła oczy by włączyć kolejny wtedy z piskiem zareagowała na mój widok.
- Hej.- uśmiechnąłem się do niej przepraszająco.


Zapraszam do komentowania.

4 komentarze:

  1. Jejku 😍 dzięki tobie nie nudze się na lekcjach 😀

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałem wszystkie 8 rozdziałów od razu. Niektóre wydarzenia rzeczy gesty wydają się dość znajome ;) podoba mi się podwójna narracja

    OdpowiedzUsuń