czwartek, 11 lutego 2016

9. One call away

Dotknęłam walącego serca w mojej piersi, patrząc na Sebastiana.
Za każdym razem wyglądał inaczej. Teraz wydawać by się można, że przed chwilą wyszedł z swego azylu, gdzie malował obrazy. Bluzka pod kurtką oraz spodnie były ubrudzone różnokolorowymi substancjami, a dłuższe włosy spięte na czubku głowy w męskiego kucyka, a nie jakąś cebulę.
Lekki zarost dodatkowo pokazywał jego "surową" wersję. Zacisnęłam usta.
Nie to było teraz ważne.
- Co ty tu robisz? Jak tu wlazłeś?- może brzmiałam nieco zbyt niemiło, ale przecież nikt nie miał mojego klucza. Od razu wyciągnęłam słuchawki z uszu, bo nadal tam one tkwiły.
Sebastian patrzył na mnie z dziwnym zainteresowanie, a na jego ustach zaistniał delikatny pół uśmieszek.
- To raczej ja powinienem zapytać czemu mi nic nie powiedziałaś o wypadku?- wszedł do mojej sypialni ściągając kurtkę, i kładąc ją na krzesło. Patrzyłam na niego marszcząc brwi. Czuł się jak u siebie?
- Wykorzystujesz moją bezsilność?- zapytałam. Ah ta nasza rozmowa. Usiadł na łóżku na przeciw mnie zakładając ręce na tors.
- Nie zmieniaj tematu.- uniósł badawczo brew, zerkając jednocześnie na moją nogę w szynie.
- Serio? Że niby ja?
On jednak znów się uśmiechnął, niczym młody nastolatek, a nie dorosły mężczyzna mający trzydzieści jeden lat.
- Byłem w kwiaciarni i Ros mi powiedziała. Ot cała historia.- wzruszył ramionami, jednak wiedziałam, że nie wszystko jest domówione. Przechyliłam głowę na bok zamykając laptop. Jego niebieskie oczy znów spojrzały na moją twarz i uśmiechnął się szeroko.
- Powiesz mi wreszcie co z tobą i czemu ja nic nie wiem?- dopytywał.
- Nie wyglądasz mi na kogoś kto się mną przejmuje.- zauważyłam opierając się o poduszkę. Kręgosłup już mnie zaczynał boleć od tego siedzenia i leżenia, a to dopiero pierwszy dzień. Nawet nie czułam za to przez leki bólu nogi. Cudotwórcze zastrzyki przeciwbólowe. Na moje słowa nagłe spoważniał. Uśmiech zniknął a oczy zwęziły się.
- Najgorsze myśli już za nami. - wzruszył ramionami.
- Najgorsze?- powtórzyłam jak echo za nim.
Nie byłam świadoma, że jakkolwiek mogła na niego wpłynąć moja wiadomość o tym, że coś sobie zrobiłam. Nie wiem, jakoś wszystko było dla mnie jednym wielkim znakiem zapytania. Niby byłam świadoma jakiś jego emocji względem mnie ale... było jedno wielkie ale.
Sebastian westchnął siadając już koło mnie, ramię w ramie. Głowę przechylił tak aby na mnie spojrzeć. Dopiero wtedy mogłam dostrzec, że ten uśmiech nie do końca jest szczęśliwy. Uniósł dłoń aby pogładzić mój policzek.
- Oj Amy, Amy... ja przez ciebie bym zrobił rewolucje w kwiaciarni, a ty myślisz, że się tobą nie przejmuję? Nawet jak wchodziłem do twojego mieszkania to nie wiedziałem w jakim stanie cię zostanę...- wciąż jego niebieskie oczy były we mnie skierowane. Zrobiło mi się dziwnie ciepło na podbrzuszu. Uśmiechnęłam się delikatnie. A jednak obchodziłam go coś... Coś więcej. Przymknęłam oczy czując ciepło jego słoni, wtulając w nią policzek.
- Amy!- usłyszałam męski, znajomy głos wydobywający się z salonu.
Otwarłam oczy rozpoznając, kto to mnie odwiedził. Jednak Sebastian jakoś oniemiał. Od razu opuścił dłoń i wstał z łóżka. Nie rozumiałam jego zachowania. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć,  Michael pojawił się w mojej sypialni.
- Hej rozrabiako...- przywitał mnie szerokim uśmiechem. Wtedy zauważył Sebastiana. Cisza jaka zapadła, mogłaby być krojona na miliony kawałeczków. Sebastian odchrząknął dziwnie się zachowując, coraz bardziej dziwnie.
- Ja... ja chyba nie będę przeszkadzał.- odpowiedział niskim, poważnym głosem. Gdzie się podział jego uśmiech? Już miałam ochotę zacząć krzyczeć z tego co działo się w mojej głowie. Pustka, jedna wielka pustka.
- Nie, spokojnie... Wyskoczyłem jedynie z pracy aby przywieźć Amy jedzenie.- wyjaśnił kładąc na moje kolana ciepłą tortille zawiniętą w srebrną folię. Gdy tylko poczułam jej zapach miałam ochotę się rozpłynąć.
- Rozpieszczasz mnie! Będę gruba!- jednak serce mi się roztapiało. Michale naprawdę o mnie dbał gdy tylko mógł. Podszedł do mnie dając mi buziaka w włosy.
- Za dużo oglądałem z tobą Szybkich i Wściekłych, to teraz muszę ponosić tego konsekwencje.- puścił do mnie oczko po czym spojrzał na mego drugiego gościa. On nadal stał poważny w kącie pokoju, patrząc na nas z pewną niechęcią i bólem. Zamilkłam.
- To ja lecę do pracy. W każdym razie, Amy wychodzę tak jak zwykle. Zrób mi listę co trzeba kupić i wyślij sms.- powiedział na odchodnym Michael i kiwnął głową do blondyna.
Zaraz go nie było. Człowiek torpeda, a siła i charakter roznosiły go, że można było spotkać wszędzie tego chłopaka. Lubiłam go całym swym pogmatwanym sercem.
Bałam się spojrzeć na Sebastiana. Co znowu dojrzę w jego twarzy?
- Nie przedstawiłaś nas sobie?- zapytał nagle przerywając ciszę. Oparł się dłońmi o moje łóżko, wbijając we mnie te niebieskie oczy pełne oskarżenia.
- To był Michael, on jest...
- Twoim mężem. Myślisz, że jestem na tyle durny aby nie widzieć zdjęć w twoim mieszkaniu? - przerwał mi.
Zamarłam, a usta niekontrolowanie się otworzyły. Mąż? Michael? Jasne... Uciekłam wzrokiem na tortille leżącą na moich kolanach. Odechciało mi się nawet jeść. Co miałam powiedzieć? Jak wybrnąć z sytuacji.
- Nie ważne... Wiedziałem na co się pisze. Twój mąż się tobą opiekuje więc nic tu po mnie.- już ruszył w stronę drzwi.
- Sebastian co ty do cholery odstawiasz?- zapytałam już bezsilna.
- Ja?- zakpił odwracając się do mnie.- To nie ja mam męża i "przyjaciela" na boku. To nie ja trzymam dwie sroki za ogon. Dopuszczasz do naszych spotkań? A może jeszcze mam z nim pójść na piwo bo to taki spoko ziomek!- podniósł głos niemiło. Na te słowa wszystko się we mnie zagotowało. Co on mówił?!
- Nie... wcale! Ty taki idealny jesteś! Nie pamiętasz jak się mną zabawiałeś? A obok w czasie naszych rozmów siedziała Su? Już kurwa tego nie pamiętasz? Masz coś do Michaela? To moja rodzina, czy ci się to podoba czy nie. Mam wszystko rzucić bo ty się zjawiłeś? Na jak długo? Kolejne trzy pieprzone miesiące mego życia, a później znikniesz? Znowu zostawiając dziurę w moim sercu, którą nawet mąż nie mógł zakleić? Kim ty kurwa jesteś? Kim?!- wybuchłam.
Nigdy nie chciałam powiedzieć tyle bolących słów na raz. Nic dziwnego, że moje oczy zaszły łzami. Może dodatkowo wszedł w to stres po wypadku? Nie wiem. Łzy pociekły mi po policzkach. On zamilkł. Patrzył na mnie już bez oskarżenia, tak jakby coś zrozumiał.
- Zawładnąłeś mym umysłem na ponad rok... na rok, który wszystko zmienił. Straciłam wtedy za dużo. Do niedawna nauczyłam się żyć. Bez nadziei, że kiedyś staniesz na mojej drodze, że po prostu mnie przytulisz. Bez nadziei, że ci bez problemu wybaczę bo to co czuję... Że mnie uratujesz z tego piekła.- westchnęłam chowając twarz w dłonie. Poczułam jak siada na łóżku w moich nogach.
- Nie chcę tego czuć. To powoduje u mnie chaos. Nic mi to nie daje... a odbiera. Coraz więcej mi odbiera.
- Mam zniknąć? Nie chcesz mnie już więcej spotkać?- mówił spokojnie. Opuściłam dłonie aby na niego spojrzeć. Mówił prawdę? Na to był gotowy?
- Nie wiem...- skłamałam. Wzięłam głęboki oddech nabierając powietrza w płuca.- Nie... nie chcę. Nie powinnam tego mówić, ale nie chcę.
- Dlaczego?- jedynie zadawał pytania, a ja byłam już tak wyprana z emocji i sił, że nie miałam jak się przed nimi bronić.
- Bo wtedy zdasz sobie sprawę jak bardzo jesteś ważny. A ja nie chcę abyś to wiedział. Nie chcę abyś miał nade mną przewagę bo wiesz, że ja cię...- zagryzłam dolną wargę. Pokiwał głową dopełniając brakujące słowo. Jego rysy złagodniały. Również westchnął i przybliżył się. Otarł dłonią moje łzy i przytulił w swe ramiona. Wybuch płaczu był znów niekontrolowany.
- Przepraszam... Jestem niesprawiedliwy.- szepnął.
Nie miałam już siły mówić cokolwiek. Chciałam zasnąć i obudzić się kiedy wszystko już będzie poukładane. Nie miałam nawet jak powiedzieć, że Michael to nie mój mąż. Był po prostu jego młodszym bratem. Bardzo o mnie dbał, w dodatku była to skóra ściągnięta z mego męża. Nie miałam siły.
Zamknęłam oczy i nie miałam już sił ich otworzyć.


Zachęcam do komentowania.

2 komentarze:

  1. Ojej, jestem nowa na tym blogu i od razu mówię ZACZAROWAŁAŚ MNIE *o*
    widać, że fabuła poważnie przemyślana, zostanę tu na pewno na dłużej i biorę się za zaległości! *0*
    w między czasie zapraszam do siebie http://yoou-are-my-life.blogspot.com/ ;3

    OdpowiedzUsuń